Kreatywność bez talentu
Przez wiele lat uważałam, że ludzie dzielą się na dwie grupy.
- Tych, którzy mają talent.
- I całą resztę.
Ktoś pięknie malował, więc był artystyczny. Ktoś potrafił uszyć sukienkę, zrobić wyjątkową fotografię, pisać wiersze albo tworzyć dekoracje, więc mówiło się o nim: ma zdolności.
A jeśli człowiek nie potrafił narysować prostej twarzy bez umieszczania jednego oka wyżej od drugiego?
Cóż.
Widocznie nie był typem kreatywnym. Dziś myślę o tym zupełnie inaczej. Bo kreatywność nie jest nagrodą przyznawaną przy urodzeniu wybranej grupie ludzi.
Kreatywność jest sposobem patrzenia, próbowania i łączenia rzeczy, które wcześniej nie były ze sobą połączone.
I naprawdę nie trzeba być artystką, żeby ją mieć.
Kiedy byłyśmy dziećmi, nikt nie musiał nas tego uczyć
Dziecko bierze kartkę i rysuje. Nie zastanawia się, czy ma odpowiednie predyspozycje. Nie analizuje perspektywy. Nie porównuje swojej kreski ze znanym ilustratorem. Buduje dom z koca i krzeseł. Wymyśla historie.
Robi korale z makaronu. Malując drzewo na fioletowo, nie martwi się, czy ktoś napisze w komentarzu, że przecież drzewa tak nie wyglądają.
Po prostu tworzy.
A potem zaczynamy dorastać. Pojawiają się oceny. Ktoś rysuje lepiej. Ktoś śpiewa ładniej. Ktoś mówi, że nasze dzieło jest „dziwne”.
Zaczynamy rozumieć, że efekt można porównywać.
I często właśnie wtedy spontaniczność znika.
Zamiast:
„chcę spróbować”
pojawia się:
„czy będę w tym dobra?”
To ogromna zmiana.
Dlaczego wszystko musi nam wychodzić?
To pytanie wraca do mnie bardzo często. Dlaczego dorosły człowiek nie może robić czegoś przeciętnie?
Jeżeli zaczynamy fotografować, natychmiast chcemy robić piękne zdjęcia. Jeżeli zaczynamy malować, oczekujemy obrazu, który można powiesić na ścianie. Jeżeli prowadzimy notes, ma wyglądać jak bullet journal z Pinteresta.
Jeżeli upieczemy tort, chcemy, żeby przypominał dzieło profesjonalnego cukiernika. A przecież osoba, która pierwszy raz siada do fortepianu, nie gra Chopina. Dlaczego więc pierwsza próba czegokolwiek miałaby być doskonała?
Początek ma prawo wyglądać jak początek.
Nierówno. Nieporadnie. Czasem trochę śmiesznie. I właśnie tak uczymy się nowych rzeczy.
Internet zrobił z kreatywności pokaz efektów końcowych
Jest jeszcze jeden problem. Dzisiaj bardzo rzadko oglądamy proces. Widzimy rezultat. Perfekcyjnie urządzony dom. Piękny album. Idealnie udekorowane ciasto. Profesjonalną fotografię.
Ręcznie wykonany notes, w którym nawet przypadkowe kleksy wydają się zaplanowane. Nie widzimy dwudziestu nieudanych prób. Nie widzimy materiałów wyrzuconych do kosza. Nie widzimy zdjęć, które ktoś usunął.
Nie widzimy pierwszego szkicu.
I bardzo łatwo porównać swój początek z czyimś setnym podejściem.
Tylko że takie porównanie właściwie zawsze będzie niesprawiedliwe.
Kreatywność nie musi niczemu służyć
To chyba moja ulubiona myśl. Nie każda rzecz, którą robimy, musi mieć zastosowanie. Nie wszystko musi zostać opublikowane. Sprzedane. Pokazane. Zmonetyzowane.
Nie każdy talent trzeba zamieniać w dodatkowe źródło dochodu. Można malować i nigdy nie sprzedawać obrazu. Można fotografować kwiaty tylko dlatego, że są piękne. Można prowadzić notes, którego nikt oprócz nas nigdy nie zobaczy.
Można robić kolaże z gazet i po skończeniu schować je do szuflady.
Można nauczyć się szydełkować po to, żeby zrobić jeden krzywy szalik.
Przyjemność jest wystarczającym powodem.
Naprawdę.
Może problemem nie jest brak talentu, tylko perfekcjonizm
„Nie jestem kreatywna” czasem oznacza coś zupełnie innego.
Boję się zrobić coś, co nie będzie dobre.
Perfekcjonizm potrafi skutecznie zatrzymać człowieka jeszcze przed początkiem.
Wyobrażamy sobie efekt.
Potem patrzymy na własną pierwszą próbę.
I różnica jest ogromna.
Więc rezygnujemy.
Tymczasem prawdopodobnie jedyną drogą pomiędzy tymi dwoma punktami jest właśnie kilkadziesiąt rzeczy, które wyjdą średnio.
Może nawet źle. To nie jest dowód braku talentu. To proces.
Kreatywność zaczyna się od zauważania
Nie musimy od razu kupować farb, sztalugi i zestawu profesjonalnych pędzli.
Możemy zacząć od patrzenia. Kolor drzwi starej kamienicy. Cień firanki na ścianie. Kształt liścia.
Opakowanie znalezione na targu staroci. Fragment tekstu przeczytanego w książce. Zdjęcie wycięte z magazynu. Niecodzienne zestawienie dwóch kolorów. Kreatywna osoba niekoniecznie tworzy więcej.
Czasami po prostu więcej zauważa.
I te drobiazgi odkłada gdzieś w pamięci.
A później z nich korzysta.
Zeszyt inspiracji zamiast „wielkiego projektu”
Jednym z najprostszych sposobów na uruchomienie kreatywności jest zwykły notes.
Nie musi być piękny.
Właściwie im mniej kosztuje, tym lepiej, bo przestajemy bać się go zepsuć.
Możemy wklejać do niego:
- zdjęcia
- fragmenty gazet
- kolory
- bilety
- opakowania
- cytaty
- własne fotografie
- próbki papieru
- pojedyncze słowa
- pomysły, które pojawiły się podczas spaceru
Nie trzeba zachowywać żadnego porządku.
To nie jest katalog.
To magazyn rzeczy, które z jakiegoś powodu przyciągnęły naszą uwagę.
Po kilku miesiącach może się okazać, że bardzo wyraźnie widać w nim nas.
Kolory, które wybieramy.
Tematy, do których wracamy.
Kształty, które lubimy.
Nastrój, który nas przyciąga.
To już jest twórczość.
Spróbuj zrobić coś źle
Brzmi absurdalnie? Właśnie dlatego działa. Weź kartkę i postanów:
dzisiaj zrobię najgorszy kolaż świata.
Albo:
narysuję kwiat, choć nie potrafię rysować. Zrobię zdjęcie zwykłego kubka. Napiszę pół strony historii, której nikt nie przeczyta. Kiedy odbieramy sobie obowiązek osiągnięcia dobrego rezultatu, bardzo często wydarza się coś interesującego.
Zaczynamy eksperymentować. A eksperyment jest jednym z fundamentów kreatywności.
Ograniczenia czasem pomagają bardziej niż możliwości
Pusta kartka może paraliżować. „Zrób cokolwiek” brzmi jak wolność, ale daje nieskończenie wiele możliwości. Znacznie łatwiej powiedzieć:
zrób zdjęcie tylko rzeczy niebieskich.
Albo:
stwórz kolaż wyłącznie z trzech kolorów. Napisz historię w pięciu zdaniach. Zrób dekorację z rzeczy, które już masz w domu. Ubierz się wykorzystując tylko ubrania z jednej części szafy. Ograniczenia zmuszają mózg do szukania rozwiązania.
I właśnie wtedy bardzo często pojawiają się najlepsze pomysły.
Nie kopiuj. Inspiruj się świadomie
Na początku naturalnie patrzymy na innych. Tak uczymy się niemal wszystkiego. Problem zaczyna się wtedy, kiedy chcemy odtworzyć cudzą rzecz dokładnie. Znacznie ciekawiej zadać sobie pytanie:
co właściwie mi się w tym podoba?
Kolor?
Prostota?
Kompozycja?
Materiał?
Nastrój?
A potem wykorzystać właśnie ten element po swojemu.
Inspiracja nie musi prowadzić do kopii.
Może być punktem startowym.
Czasami warto zrobić coś tylko rękami
Duża część naszego życia odbywa się dzisiaj na ekranie.
Pisanie. Praca. Zakupy. Bank. Zdjęcia. Kontakt z ludźmi. Rozrywka.
Dlatego jest coś niezwykle przyjemnego w czynnościach, których nie można wykonać jednym kliknięciem.
- Wycinanie papieru.
- Klejenie.
- Ugniatanie gliny.
- Przesadzanie roślin.
- Układanie zdjęć w albumie.
- Malowanie.
- Szycie.
- Robienie na drutach.
Ręce pracują, a głowa na chwilę przestaje zajmować się wszystkim naraz. Nie dlatego, że kreatywność jest terapią na każdy problem.
Nie jest.
Ale może być chwilą, podczas której robimy jedną rzecz i naprawdę przy niej jesteśmy.
Zrób coś, czego nikomu nie pokażesz
To ciekawe doświadczenie. Stwórz coś z założeniem:
tego nie opublikuję.
- Nigdzie.
- Nie na Facebooku.
- Nie na Instagramie.
- Nie wyślę przyjaciółce.
- Nie będę czekać na ocenę.
Nagle znika cały zestaw pytań:
- Czy to wystarczająco dobre?
- Czy ktoś to polubi?
- Czy nie wygląda głupio?
- Czy powinnam coś poprawić?
Zostaje tylko jedno:
czy mnie się to podoba?
I być może właśnie tego pytania za rzadko sobie dzisiaj zadajemy.
Co można zrobić dzisiaj?
Nie „kiedy będę miała czas”. Dzisiaj. Nie potrzeba całego wolnego popołudnia. Wybierz jedną rzecz.
Zrób pięć zdjęć przedmiotów w jednym kolorze. Wytnij z magazynu dziesięć rzeczy, które ci się podobają.
Kup mały notes. Napisz list do siebie. Zrób bukiet z tego, co znajdziesz podczas spaceru.
Ułóż na stole trzy przedmioty i sfotografuj je w świetle z okna.
Narysuj coś przez pięć minut. Bez celu. Bez oczekiwania. Bez oceniania. Tylko po to, żeby zobaczyć, co się wydarzy.
Nie potrzebujesz pozwolenia
Myślę, że właśnie to jest najważniejsze.
Nie trzeba ukończyć szkoły artystycznej, żeby malować. Nie trzeba być fotografem, żeby robić zdjęcia. Nie trzeba być pisarzem, żeby prowadzić pamiętnik. Nie trzeba być projektantką wnętrz, żeby stworzyć własną paletę kolorów. Nie trzeba mieć talentu.
Trzeba sobie pozwolić zacząć.
I być może właśnie temu ma służyć dział KREATYWNIE na My Grey Moon.
Nie będziemy tutaj zdawać egzaminu z talentu. Będziemy próbować. Czasami coś wyjdzie pięknie. Czasami średnio. Czasami zupełnie inaczej, niż planowałyśmy. I bardzo dobrze.
Bo kreatywność nie polega na tym, żeby wszystko robić doskonale.
Polega na tym, żeby nadal mieć ochotę zapytać:
a co się stanie, jeśli spróbuję?
MAŁE ĆWICZENIE MGM
Na początek proponuję 7 dni kreatywności bez oceniania.
Nie dłużej niż 10-15 minut dziennie.
| Dzień | Małe zadanie |
|---|---|
| 1 | Zrób zdjęcie czegoś zwyczajnego tak, aby wyglądało ciekawie |
| 2 | Zapisz 10 rzeczy, które ostatnio zwróciły Twoją uwagę |
| 3 | Stwórz mini kolaż z trzech wycinków |
| 4 | Znajdź trzy kolory, które dziś do Ciebie pasują |
| 5 | Napisz pół strony bez poprawiania ani kasowania |
| 6 | Zrób coś rękami przez 15 minut |
| 7 | Wybierz jedną rzecz z całego tygodnia, którą chcesz kontynuować |
Jedyna zasada:
niczego nie oceniamy. Nie pytamy, czy wyszło dobrze.
Pytamy: czy sprawiło mi to przyjemność?