Są spotkania, po których wracamy do domu z poczuciem lekkości. Rozmowa była zwyczajna, może nawet o niczym szczególnym, a jednak czujemy się dobrze.
Są też takie, po których trudno powiedzieć, co właściwie się wydarzyło, a mimo to czujemy zmęczenie.
Nie było kłótni. Nikt nas nie obraził. Nie wydarzyło się nic spektakularnego. A jednak po godzinie rozmowy mamy wrażenie, jakbyśmy cały czas były w gotowości.
- Pilnowały słów.
- Tłumaczyły się.
- Dopasowywały ton.
- Przewidywały reakcję.
- Łagodziły napięcie.
I wtedy pojawia się pytanie:
dlaczego niektóre relacje męczą nas bardziej niż inne, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wszystko wygląda w porządku?
1. Męczy nas nie rozmowa, tylko ciągłe pilnowanie siebie
Są ludzie, przy których możemy mówić swobodnie.
Nie analizujemy każdego zdania. Nie zastanawiamy się przez pięć minut, czy coś zabrzmiało źle. Nie czujemy potrzeby poprawiania się w połowie wypowiedzi.
Przy innych jest odwrotnie.
Zanim coś powiemy, sprawdzamy w głowie, czy nie wywoła to niezadowolenia, krytyki, żartu naszym kosztem albo kolejnej dyskusji.
Zaczynamy kontrolować nie tylko słowa, ale też siebie.
Jak siedzę. Jak wyglądam. Czy mówię za dużo. Czy za mało. Czy się zgadzam. Czy nie jestem zbyt chłodna. Czy nie jestem zbyt emocjonalna.
To właśnie ta nieustanna samokontrola potrafi wyczerpywać bardziej niż sama rozmowa.
2. Ciągłe tłumaczenie się zabiera bardzo dużo energii
W niektórych relacjach zwykła decyzja nie wystarcza. Trzeba ją uzasadnić. Dlaczego nie przyszłam. Dlaczego tak zrobiłam. Dlaczego kupiłam właśnie to. Dlaczego zmieniłam zdanie. Dlaczego nie chcę. Dlaczego chcę. I nie chodzi o naturalną ciekawość bliskiej osoby.
Chodzi o sytuację, w której zaczynamy mieć poczucie, że każda decyzja wymaga obrony.
Jakby samo „tak zdecydowałam” było niewystarczające.
Z czasem człowiek zaczyna przygotowywać wyjaśnienia jeszcze zanim padnie pytanie.
To bardzo obciąża.
Bo zamiast po prostu żyć, zaczynamy stale prowadzić wewnętrzną argumentację na własną obronę.
3. Dostosowywanie się może stać się tak naturalne, że przestajemy je zauważać
Czasem nie czujemy napięcia od razu. Przyzwyczajamy się. Wiemy, że przy tej osobie lepiej nie poruszać pewnych tematów. Że tego żartu lepiej nie opowiadać. Że z tym poglądem lepiej się nie wychylać. Że trzeba uważać na ton. Że dobrze będzie przytaknąć. Że łatwiej odpuścić niż tłumaczyć. I tak powoli relacja zaczyna być coraz bardziej oparta na dopasowaniu.
Z zewnątrz może wyglądać spokojnie.
W środku kosztuje coraz więcej.
Bo spokój nie zawsze oznacza, że relacja jest dobra.
Czasem oznacza tylko, że jedna osoba bardzo pilnuje, żeby nie było konfliktu.
4. Niektóre relacje wymagają od nas bycia ciągle „w porządku”
To może być szczególnie męczące. Przy niektórych osobach mamy poczucie, że musimy być miłe, cierpliwe, wyrozumiałe, dostępne i spokojne. Nie możemy mieć gorszego dnia. Nie możemy się zdenerwować. Nie możemy powiedzieć za mało. Nie możemy czegoś przeoczyć. Nie możemy po prostu być zmęczone.
Bo każda zmiana nastroju zostanie zauważona, skomentowana albo potraktowana osobiście. I wtedy przestajemy być w relacji sobą.
Zaczynamy pełnić rolę. Tej, która nie robi problemów. Tej, która rozumie. Tej, która łagodzi. Tej, która zawsze „ogarnia”.
Nic dziwnego, że po takim spotkaniu czujemy się wyczerpane.
5. Najbardziej męczy niepewność
Dobre relacje dają pewien rodzaj bezpieczeństwa. Nie chodzi o to, że wszystko jest zawsze idealne. Chodzi o przewidywalność. Wiemy, że możemy powiedzieć coś nieidealnie i świat się nie zawali. Możemy mieć inne zdanie. Możemy odmówić. Możemy milczeć. Możemy się pomylić. W relacji, która męczy, często jest inaczej.
Nie wiemy, co tym razem wywoła napięcie.
Czy żart zostanie dobrze odebrany. Czy cisza zostanie uznana za obrazę. Czy odmowa wywoła pretensję. Ta niepewność sprawia, że cały czas jesteśmy trochę czujne.
A czujność kosztuje.
6. Zmęczenie po spotkaniu może być informacją, nie wyrokiem
Nie chodzi o to, żeby po jednym trudnym spotkaniu uznać, że relacja jest zła.
Każdy może mieć gorszy dzień.
Każda relacja ma trudniejsze momenty.
Ale jeśli po kontakcie z konkretną osobą regularnie czujemy napięcie, ulgę po rozstaniu, potrzebę „dojścia do siebie” albo analizowania, co powiedziałyśmy nie tak, warto się temu przyjrzeć.
Nie po to, żeby od razu kogoś przekreślać. Po to, żeby zrozumieć własną reakcję. Może potrzebujemy więcej dystansu. Może mniej czasu razem. Może innej formy kontaktu. Może bardziej jasnych granic.
A może po prostu przestać wkładać tyle energii w bycie przez cały czas „w porządku”.
7. Nie każdą relację trzeba naprawiać
To ważne.
Mamy dziś ogromną tendencję do „przepracowywania” wszystkiego.
- Rozmowy.
- Granice.
- Konfrontacje.
- Analizowanie.
- Naprawianie.
- Czasem to potrzebne.
Ale nie każda znajomość wymaga wielkiego procesu naprawczego. Niektóre relacje po prostu lepiej działają z większego dystansu.
Można kogoś lubić i widywać rzadziej.
Można mieć dobre wspomnienia i jednocześnie nie chcieć wracać do dawnej intensywności kontaktu.
Można nie robić dramatu.
Nie trzeba z każdej relacji wychodzić trzaskając drzwiami.
Czasem wystarczy przestać wkładać w nią więcej energii, niż chcemy.
8. Dobra relacja nie wymaga ciągłego czuwania
To chyba najprostszy test.
- Przy kim możesz być trochę mniej idealna?
- Przy kim możesz czegoś nie wiedzieć?
- Przy kim możesz milczeć?
- Przy kim nie musisz natychmiast odpowiadać?
- Przy kim nie boisz się, że jedna źle dobrana fraza zmieni atmosferę całego spotkania?
- Takie relacje często wcale nie są najbardziej spektakularne.
- Są spokojne.
- Nie wymagają ciągłego udowadniania bliskości.
- Nie wymagają gry.
- Nie wymagają nadmiernego wysiłku.
Po prostu dają przestrzeń.
Może nie chodzi o „toksycznych ludzi”
To słowo zrobiło w ostatnich latach ogromną karierę.
Czasem pomaga nazwać coś ważnego. Ale bardzo łatwo też uprościć nim każdą trudną relację. A przecież rzeczywistość bywa bardziej złożona. Czasem nikt nie jest „toksyczny”. Po prostu dwie osoby mają bardzo różne potrzeby.
Inny sposób komunikowania się. Inny poziom wrażliwości. Inne granice. Inne oczekiwania.
I jedna z nich zaczyna czuć się w tej relacji coraz bardziej zmęczona.
To wystarczający powód, żeby się temu przyjrzeć.
- Nie trzeba nikogo oskarżać.
- Nie trzeba tworzyć diagnozy.
- Nie trzeba udowadniać, kto ma rację.
Można po prostu zauważyć:
przy tej osobie bardzo dużo energii zużywam na pilnowanie siebie.
I potraktować tę informację poważnie. Bo dobra relacja nie zawsze oznacza brak trudności. Ale powinna zostawiać choć trochę miejsca na to, żebyśmy mogły być sobą.
Nie perfekcyjne.
Nie zawsze miłe.
Nie zawsze gotowe do rozmowy.
Nie zawsze dostępne.
Po prostu prawdziwe.
I chyba właśnie przy takich ludziach najrzadziej czujemy potrzebę odpoczynku po spotkaniu.
Czy Wy też tak macie?
Dobrego dnia