Żyjemy w świecie, który bardzo nie lubi ciszy.
Jeśli czekamy w kolejce, wyciągamy telefon, jedziemy autobusem, słuchamy podcastu. Kiedy sprzątamy, włączamy muzykę albo film w tle. Jeśli mamy kilka minut wolnego, sprawdzamy wiadomości. Nawet wtedy, kiedy jesteśmy same w domu, często coś gra, mówi, świeci albo domaga się uwagi.
Cisza stała się czymś trochę podejrzanym.
Jakby trzeba było ją natychmiast czymś wypełnić.
A przecież może właśnie tego mamy dziś za dużo.
Nie pustki.
Wypełnienia.
1. Nasza uwaga prawie nigdy nie odpoczywa
Dzień składa się dziś z setek drobnych bodźców.
Powiadomienie.
Wiadomość.
Mail.
Film.
Nagłówek.
Reklama.
Kolejna rozmowa.
Ktoś czegoś chce.
- Coś trzeba sprawdzić.
- Coś zapamiętać.
- Coś odpowiedzieć.
Nawet jeśli fizycznie siedzimy spokojnie, głowa nadal pracuje.
Być może dlatego coraz częściej pojawia się uczucie zmęczenia, którego trudno przypisać do jednej konkretnej rzeczy.
Nie przebiegłyśmy maratonu.
Nie wydarzyło się nic dramatycznego.
A jednak wieczorem mamy wrażenie, że wszystkiego było za dużo.
Cisza pozwala na chwilę przerwać ten strumień.
Nie dodaje kolejnej treści.
Nic od nas nie chce.
I właśnie dlatego może być tak potrzebna.
2. Cisza nie oznacza, że nic się nie dzieje
To chyba najważniejsze.
Kiedy robi się cicho, bardzo dużo zaczyna być słychać.
Własne myśli.
Oddech.
Tykanie zegara.
Deszcz za oknem.
Szum drzew.
Kroki w mieszkaniu.
Dźwięk nalewanej herbaty.
Rzeczy zwyczajne, których na co dzień nie zauważamy, bo przykrywa je warstwa innych dźwięków.
Cisza nie jest brakiem życia.
Czasem jest właśnie momentem, w którym życie staje się bardziej zauważalne.
3. Najtrudniejsze w ciszy jest to, że zostajemy ze sobą
Może dlatego tak chętnie ją zagłuszamy.
Kiedy nic nie gra, nic się nie przewija i nikt do nas nie mówi, zostajemy z własnymi myślami.
A one nie zawsze są wygodne.
Przypominają się sprawy, które odkładałyśmy.
Pytania, których nie chciałyśmy sobie zadać.
Zmęczenie, którego nie było czasu poczuć.
- Czasem smutek.
- Czasem złość.
- Czasem zwykłe:
„Nie wiem, czego teraz chcę.”
Łatwiej włączyć kolejny odcinek.
Ale może cisza nie jest problemem.
Może po prostu odsłania rzeczy, które i tak już w nas były.
4. Nie każdą chwilę trzeba czymś zajmować
To jedna z dziwniejszych rzeczy współczesności.
Możemy mieć pięć minut wolnego i czuć, że trzeba je wykorzystać.
Przeczytać wiadomości.
Odpisać.
Posłuchać czegoś.
Dowiedzieć się czegoś.
Zrobić coś.
Jakby chwila, która nie przyniosła żadnego efektu, była stracona.
A może nie.
Może pięć minut przy oknie jest po prostu pięcioma minutami życia.
- Bez rezultatu.
- Bez zapisu w aplikacji.
- Bez zdjęcia.
- Bez produktywności.
- Bez historii do opowiedzenia.
I może właśnie takich chwil mamy dziś za mało.
5. Cisza pomaga porządkować, zamiast dokładać
Kiedy cały czas przyjmujemy nowe treści, trudno zorientować się, co właściwie same myślimy.
- Czy to mój pogląd?
- Czy przeczytałam go rano?
- Czy naprawdę czegoś chcę?
- Czy tylko zobaczyłam to piętnaście razy w internecie?
- Czy coś mnie martwi?
- Czy po prostu przez cały dzień czytałam o rzeczach, które powinny mnie martwić?
- Czas bez nowych bodźców pozwala trochę posprzątać.
Nie zawsze znajdziemy w ciszy wielką odpowiedź.
I dobrze.
Czasem wystarczy, że myśli przestają wpadać na siebie.
Jedne odpadają.
Inne zostają.
Coś nagle okazuje się mniej ważne.
A coś, czego wcześniej nie słyszałyśmy, zaczyna być wyraźniejsze.
6. Cisza nie musi oznaczać samotności
Można milczeć z kimś.
I być bardzo blisko.
Nie każda chwila między ludźmi wymaga rozmowy.
Nie każdą ciszę trzeba natychmiast ratować pytaniem.
Z wiekiem coraz bardziej doceniam ludzi, przy których można czasem nic nie mówić.
Nie dlatego, że nie mamy tematów.
Dlatego, że nie musimy cały czas udowadniać obecności słowami.
W dobrej ciszy nie ma napięcia.
Jest spokój.
I chyba właśnie dlatego bywa jedną z najbardziej intymnych rzeczy w relacji.
7. Można nauczyć się ciszy na nowo
Nie trzeba od razu wyjeżdżać na tydzień do domu w lesie.
Cisza może zaczynać się bardzo zwyczajnie.
Pierwsza kawa bez telefonu.
Spacer bez słuchawek.
Dziesięć minut po powrocie do domu bez telewizora.
Wieczór, kiedy niczego nie włączamy tylko po to, żeby coś grało w tle.
Samochód bez radia.
Otwieranie okna zamiast aplikacji.
To drobne rzeczy.
Ale po pewnym czasie zaczynamy zauważać, że cisza przestaje być niezręczna.
Zaczyna być miejscem, do którego chce się wracać.
Świat nie ucichnie za nas
Nie możemy zatrzymać powiadomień, reklam, wiadomości, rozmów, informacji i wszystkiego, co codziennie walczy o naszą uwagę.
Świat raczej nie stanie się spokojniejszy.
Możemy jednak od czasu do czasu przestać go wpuszczać.
- Na pół godziny.
- Na spacer.
- Na poranek.
- Na wieczór.
Nie po to, żeby uciec od rzeczywistości.
Po to, żeby znowu ją poczuć.
Bo może cisza nie jest pustym miejscem pomiędzy ważnymi rzeczami.
Może sama jest jedną z ważnych rzeczy.
Przestrzenią, w której nie trzeba reagować.
- Nie trzeba odpowiadać.
- Nie trzeba się spieszyć.
- Nie trzeba niczego przyswajać.
Można przez chwilę po prostu być.
I być może właśnie dlatego coraz bardziej jej potrzebujemy.
Nie dlatego, że mamy za mało świata.
Dlatego, że czasami mamy go za dużo. 🌙
Życzę Wam ciszy i spokoju
Iwona 🌙