Aplikacje wiedzą o nas więcej, niż często sobie uświadamiamy. Lokalizacja, kontakty, zdjęcia i codzienne zachowania tworzą bardzo dokładny profil użytkownika. Sprawdź, jak ograniczyć zbędne uprawnienia bez rezygnowania z wygody.
Wygoda ma swoją cenę
Aplikacje ułatwiają życie.
Prowadzą nas przez miasto, przypominają o spotkaniach, zapisują zdjęcia, synchronizują dokumenty, pozwalają kupować, rozmawiać, ćwiczyć, liczyć kalorie, słuchać muzyki i kontaktować się z ludźmi na drugim końcu świata.
Problem nie polega na tym, że korzystamy z technologii. Problem zaczyna się wtedy, kiedy nie wiemy, jak dużo informacji o sobie przekazujemy w zamian za tę wygodę. Bardzo często zgadzamy się na dostęp automatycznie.
Klikamy „zezwól”, bo aplikacja o to prosi. I idziemy dalej.
Telefon wie o nas więcej, niż się wydaje
Pojedyncza informacja często wydaje się niewinna.
- Lokalizacja.
- Model telefonu.
- Godzina korzystania.
- Lista kontaktów.
- Historia wyszukiwania.
- Informacja o zakupie.
Każda z tych rzeczy osobno niewiele mówi. Dopiero zestawione razem zaczynają tworzyć wzorzec. Można zobaczyć, o której zwykle wychodzimy z domu, gdzie pracujemy, jakie miejsca odwiedzamy, czego szukamy wieczorem, czym interesujemy się przez kilka tygodni i które reklamy przyciągają naszą uwagę.
To właśnie nie pojedyncza dana, ale profil zachowania jest dziś wyjątkowo cenny.
Lokalizacja mówi bardzo dużo
Dostęp do lokalizacji jest jednym z najbardziej wrażliwych uprawnień. Jeśli aplikacja zna naszą lokalizację regularnie, może pośrednio poznać wiele elementów codziennego życia.
Nie tylko miasto. Może zobaczyć schemat przemieszczania się, powtarzające się miejsca, godziny aktywności i rutyny. Dlatego zawsze warto sprawdzić, czy dana aplikacja naprawdę potrzebuje lokalizacji przez cały czas. Nawigacja ma oczywisty powód, żeby z niej korzystać.
Prosta aplikacja do notatek już niekoniecznie.
Kontakty nie są tylko „Twoimi” danymi
To bardzo ważna rzecz. Kiedy udostępniamy aplikacji książkę adresową, nie przekazujemy wyłącznie informacji o sobie. Przekazujemy również dane innych osób.
- Nazwiska.
- Numery telefonów.
- Adresy e-mail.
- Czasami dodatkowe informacje zapisane przy kontakcie.
Dlatego dostęp do kontaktów warto traktować dużo ostrożniej, niż robimy to na co dzień.
Zdjęcia zawierają więcej niż sam obraz
Fotografia może być czymś więcej niż zdjęciem. W zależności od urządzenia i ustawień może zawierać metadane, takie jak data wykonania, model urządzenia, a czasem również lokalizacja.
Samo udostępnienie zdjęcia nie zawsze oznacza automatyczne przekazanie wszystkich metadanych, bo aplikacje różnie je przetwarzają.
Ale warto wiedzieć, że pliki często zawierają więcej informacji, niż widać na pierwszy rzut oka.
Mikrofon: najbardziej niepokojące uprawnienie?
Wiele osób ma wrażenie, że telefon ich podsłuchuje, ponieważ po rozmowie o jakimś produkcie nagle widzą reklamę właśnie tej rzeczy. To wrażenie jest bardzo silne.
W praktyce reklamy mogą być dopasowywane na podstawie wielu innych sygnałów: wyszukiwań, odwiedzanych stron, lokalizacji, aktywności znajomych, identyfikatorów reklamowych, wcześniejszych zakupów i zachowania w aplikacjach.
To często wystarcza, żeby reklama wydawała się niemal „telepatyczna”. Nie oznacza to jednak, że dostęp do mikrofonu należy lekceważyć. Jeśli aplikacja nie potrzebuje mikrofonu do swojej podstawowej funkcji, warto po prostu wyłączyć to uprawnienie.
Kamera także powinna mieć konkretny powód
Komunikator potrzebuje kamery. Aplikacja do skanowania dokumentów również. Ale wiele aplikacji prosi o dostęp „na wszelki wypadek”. Im mniej zbędnych uprawnień, tym lepiej.
Dobra zasada brzmi: aplikacja powinna mieć dostęp tylko do tego, czego naprawdę potrzebuje do działania.
Dane o aktywności są niezwykle cenne
Nie chodzi wyłącznie o to, co wpisujemy. Liczy się również to, co robimy. Jak długo oglądamy film. Czy przewijamy szybko. Przy którym poście zatrzymaliśmy się dłużej. Co kliknęliśmy. Co dodaliśmy do koszyka. Czego nie kupiliśmy. Do jakiej treści wróciliśmy.
Takie zachowania pozwalają bardzo dokładnie przewidywać zainteresowania użytkownika. I właśnie dlatego są tak wartościowe dla systemów rekomendacji i reklamy.
Identyfikatory reklamowe
Urządzenia i aplikacje mogą korzystać z różnych identyfikatorów, które pomagają łączyć aktywność użytkownika pomiędzy sesjami i usługami. Nie zawsze chodzi o imię i nazwisko.
Często system nie musi „wiedzieć, że to Iwona”. Wystarczy, że wie: to użytkownik A123, który interesuje się fotografią, technologią, zdrowiem, podróżami i konkretnym rodzajem treści. Dla reklamy taki profil może być wystarczający.
Darmowa aplikacja nie zawsze jest naprawdę darmowa
Jeśli produkt nic nie kosztuje, ktoś nadal musi finansować jego rozwój. Czasami robi to reklama. Czasami płatne funkcje premium. Czasami sprzedaż usług. A czasami wartością stają się dane i możliwość bardzo dokładnego kierowania reklam.
Nie oznacza to, że każda darmowa aplikacja „sprzedaje nasze dane”.
Ale zawsze warto zadać pytanie: na czym ta usługa zarabia? To bardzo dużo mówi o jej motywacji.
„Zgadzam się” nie zawsze oznacza świadomą zgodę
Polityki prywatności potrafią mieć wiele stron. Większość osób ich nie czyta. To zrozumiałe.
Problem polega na tym, że często akceptujemy warunki bez wiedzy, na co dokładnie się zgadzamy.
Dlatego zamiast próbować czytać każdą politykę od początku do końca, można skupić się na kilku rzeczach:
- jakie dane aplikacja zbiera
- czy przekazuje je partnerom
- czy wykorzystuje je do reklamy
- czy profiluje użytkownika
- jak długo je przechowuje
- czy można usunąć konto i dane
To już daje dużo lepszy obraz sytuacji.
Prywatność nie oznacza rezygnacji z technologii
Nie chodzi o to, żeby usunąć wszystkie aplikacje i wrócić do telefonu bez internetu. To byłoby mało praktyczne. Chodzi raczej o kontrolę. Możemy używać technologii i jednocześnie ograniczać ilość danych, które oddajemy. To nie musi być skomplikowane.
Co warto sprawdzić w telefonie?
Raz na kilka miesięcy dobrze przejrzeć uprawnienia aplikacji.
Szczególnie:
lokalizacja czy dostęp jest potrzebny zawsze, czy tylko podczas używania aplikacji?
mikrofon czy aplikacja faktycznie korzysta z funkcji głosowych?
kamera czy naprawdę jej potrzebuje?
kontakty czy aplikacja musi mieć dostęp do całej książki adresowej?
zdjęcia czy wystarczy dostęp do wybranych plików zamiast całej biblioteki?
Takie drobne zmiany potrafią znacząco ograniczyć ilość informacji dostępnych dla aplikacji.
Wyłączaj, zamiast ufać domyślnym ustawieniom
Ustawienia domyślne zwykle są projektowane tak, żeby aplikacja działała jak najwygodniej.
Nie zawsze oznacza to największą prywatność. Dlatego warto samodzielnie zdecydować:
- czy lokalizacja ma działać w tle,
- czy personalizacja reklam jest potrzebna,
- czy aplikacja może śledzić aktywność poza własnym środowiskiem,
- czy musi mieć dostęp do kontaktów.
Domyślne nie zawsze oznacza najlepsze.
Największym problemem jest kumulacja
Jedna aplikacja zna lokalizację. Druga zna zakupy. Trzecia zainteresowania. Czwarta kontakty. Piąta zdjęcia.
Każda informacja osobno może wydawać się niegroźna. Ale współczesne systemy danych potrafią łączyć wiele sygnałów.
I właśnie wtedy powstaje bardzo szczegółowy obraz użytkownika. To jest prawdziwa cena wygody. Nie pojedyncze pozwolenie.
Tylko suma wszystkich drobnych zgód, których udzielamy każdego dnia.
MOJE UWAGI
Nie chodzi o strach przed technologią. Chodzi o świadomość. Jeżeli aplikacja jest potrzebna, korzystaj z niej. Ale nie dawaj jej więcej dostępu, niż naprawdę potrzebuje. Raz na kilka miesięcy warto zrobić prosty „przegląd prywatności”. Usunąć aplikacje, których nie używamy. Odebrać zbędne uprawnienia.
Sprawdzić lokalizację. Wyłączyć śledzenie tam, gdzie nie jest potrzebne. To zajmuje kilkanaście minut. A daje coś bardzo ważnego: poczucie, że to my decydujemy, gdzie kończy się wygoda, a zaczyna prywatność.