Zeszyt inspiracji nie musi być piękny. Powinien być Twój
Mam dziwny zwyczaj. Kiedy zobaczę coś interesującego, jestem przekonana, że na pewno będę to pamiętać. Ładne zdanie z książki? Zapamiętam. Pomysł na zdjęcie? Oczywiście. Ciekawa kombinacja kolorów zauważona gdzieś przypadkiem? Przecież nie da się jej zapomnieć.
Da się.
Kilka godzin później zostaje czasem tylko niewyraźne poczucie, że miałam jakiś świetny pomysł i kompletnie nie wiem jaki.
Telefon trochę ten problem rozwiązał. Robimy screenshoty, zapisujemy linki, fotografujemy wystawy, wysyłamy coś same sobie albo zostawiamy otwartych trzydzieści kart w przeglądarce. Problem polega na tym, że później większości z tych rzeczy już nigdy nie oglądamy. Inspiracje trafiają do cyfrowego magazynu, który rośnie szybciej, niż jesteśmy w stanie go przejrzeć.
I właśnie dlatego bardzo lubię pomysł zeszytu inspiracji. Nie aplikacji. Nie kolejnego folderu. Zwykłego zeszytu.
Takiego, który można otworzyć, przekartkować, coś wkleić, dopisać na marginesie albo po miesiącu odkryć rzecz, o której zupełnie zapomniałyśmy.
Czym właściwie jest zeszyt inspiracji?
Najprościej powiedzieć, że jest czymś pomiędzy notesem, pamiętnikiem, scrapbookiem i prywatnym archiwum pomysłów. Nie opisujemy w nim koniecznie każdego dnia i nie próbujemy również tworzyć perfekcyjnych kompozycji na każdej stronie. Zapisujemy oraz wklejamy wszystko, co z jakiegoś powodu chcemy zachować.
Może to być fragment artykułu, fotografia, próbka koloru, cytat, pomysł na prezent, nazwa książki, adres restauracji, przepis, projekt wnętrza, bilecik z podróży, kilka słów zapisanych po ciekawej rozmowie albo po prostu zdanie, które przyszło nam do głowy podczas spaceru.
Po pewnym czasie taki zeszyt zaczyna wyglądać trochę jak mapa naszej ciekawości. I chyba właśnie to jest w nim najciekawsze.
Nie kupuj najpiękniejszego notesu w sklepie
Brzmi paradoksalnie, ale zbyt piękny notes może być największym wrogiem zeszytu inspiracji.
Znam ten mechanizm bardzo dobrze. Kupujemy elegancki zeszyt z cudownym papierem i piękną okładką. Otwieramy pierwszą stronę i natychmiast zaczynamy się zastanawiać, co powinno się na niej znaleźć, żeby jej nie zepsuć.
Piszemy ołówkiem. Potem wymazujemy. Zastanawiamy się nad kaligrafią.
A ostatecznie odkładamy notes do szuflady, bo przecież kiedyś znajdziemy odpowiednio ważną rzecz, od której warto zacząć.
Dlatego na pierwszy zeszyt inspiracji wybrałabym coś ładnego, ale nie tak cennego, żeby bać się po nim pisać. Papier powinien wytrzymać klej, cienkopisy i wklejane fotografie, ale nie musi być luksusowy.
Zeszyt ma być narzędziem, nie eksponatem.
Pierwsza strona nie musi być idealna
Można ją nawet celowo zepsuć. Naprawdę. Narysować kreskę. Przykleić nierówno kawałek papieru. Napisać datę zwykłym długopisem. Wtedy dzieje się coś interesującego. Znika presja, że wszystkie następne strony muszą być perfekcyjne. Możemy też zacząć bardzo prosto:
„Rzeczy, do których chcę wrócić.”
I tyle. Bez manifestu. Bez spisu treści. Bez ozdobnej kaligrafii.
Co warto w nim zapisywać?
Nie tworzyłabym sztywnej listy zasad, bo każdy zeszyt z czasem zacznie żyć własnym życiem. Można jednak potraktować kilka kategorii jako punkt startowy.
Cytaty i zdania
Nie muszą to być wielkie aforyzmy znanych ludzi. Czasami najciekawsze zdanie pojawia się w rozmowie, podcaście albo zupełnie przeciętnej książce. Jeżeli coś zatrzymało nas na chwilę, warto to zapisać. Możemy dopisać obok jedno zdanie:
Dlaczego chcę to zapamiętać?
Dzięki temu po kilku miesiącach nadal będziemy wiedziały, dlaczego właśnie ten fragment był dla nas ważny.
Pomysły
To może być pomysł na artykuł, zdjęcie, prezent, wyjazd, zmianę w domu albo niedzielny obiad. Nie oceniajmy go od razu. W zeszycie inspiracji pomysł nie musi być dobry.
Ma być zapisany. Ocena może przyjść później.
Kolory
To jedna z moich ulubionych możliwości. Fragment opakowania. Kawałek papieru. Próbka farby. Zdjęcie tkaniny. Wycięty fragment magazynu.
Jeżeli jakieś połączenie kolorystyczne przyciąga naszą uwagę, wklejmy je. Po kilkunastu stronach często okazuje się, że nieświadomie wracamy do podobnej palety.
I nagle zaczynamy rozumieć własny styl trochę lepiej.
Fotografie
Nie tylko najlepsze. Czasem warto wydrukować zdjęcie, które technicznie jest zupełnie zwyczajne, ale przypomina nam określony moment. Może to być cień na ścianie. Kubek na stole. Widok z pociągu. Drzwi starej kamienicy. Księżyc.
Nie każde zdjęcie musi trafić do albumu. Niektóre po prostu dobrze jest mieć obok innych rzeczy, które nas inspirują.
Miejsca
Restauracja przeczytana w artykule. Małe miasto. Galeria. Szlak. Kawiarnia. Sklep z ceramiką. Nie musimy od razu planować podróży.
Wystarczy zapisać:
„Chciałabym kiedyś tu być.”
Rzeczy do przeczytania, obejrzenia i posłuchania
Ile razy ktoś polecił nam książkę, a po tygodniu nie pamiętałyśmy ani tytułu, ani autora? Jedna strona zeszytu może być przeznaczona właśnie na takie drobne rekomendacje.
- Książki.
- Filmy.
- Podcasty.
- Albumy.
- Artykuły.
- Wystawy.
Nie jako lista obowiązków. Jako spiżarnia ciekawości.
A może bez żadnych kategorii?
Oczywiście. Można po prostu otwierać pierwszą wolną stronę i umieszczać tam to, co właśnie mamy. Cytat obok fotografii. Przepis obok próbki tapety. Bilet obok pomysłu na artykuł. Nie musi istnieć logiczny związek pomiędzy tymi rzeczami. Czasem właśnie z przypadkowego zestawienia rodzi się nowy pomysł. Dlatego nie porządkowałabym zeszytu zbyt mocno. Trochę chaosu jest tutaj zaletą.
Zeszyt inspiracji nie jest kolejnym zadaniem do wykonania
To bardzo ważne. Nie musimy wpisywać czegoś każdego dnia. Nie musimy prowadzić go regularnie. Nie ma serii, którą można przerwać. Jeżeli przez miesiąc niczego nie dodamy, nic się nie stanie. To nie dziennik nawyków. Ma czekać na nas, kiedy coś pojawi się w głowie. Może leżeć na biurku przez tydzień nieotwierany, a później w ciągu jednego wieczoru dostać pięć nowych stron.
Taki rytm jest naturalny.
Papier kontra telefon
Nie jestem przeciwniczką cyfrowych narzędzi. Sama zapisuję mnóstwo rzeczy w telefonie. Dlatego najlepszy system może być bardzo prosty:
telefon łapie inspirację, zeszyt zachowuje tę najważniejszą.
W ciągu dnia robimy screenshot albo zdjęcie. Raz na jakiś czas przeglądamy zapisane materiały i wybieramy tylko te, do których naprawdę chcemy wrócić. Nie drukujemy wszystkiego. Nie przepisujemy wszystkiego. Selekcja jest częścią procesu. I właśnie wtedy zeszyt staje się czymś innym niż folder „zapisane”.
Wydrukuj małe zdjęcia
Nie potrzeba specjalnej drukarki fotograficznej. Na jednej kartce A4 możemy ułożyć kilka zdjęć w niewielkim formacie, wydrukować je i wyciąć. Trochę nierówno. To nie szkodzi. Możemy również korzystać z wydruków czarno-białych, które mają zupełnie inny charakter niż fotografie oglądane na ekranie.
Obok zdjęcia warto zostawić miejsce na datę, kilka słów albo jedno zdanie. Nie po to, żeby wszystko opisywać. Po to, żeby za kilka lat pamiętać kontekst.
Dodawaj rzeczy prawdziwe
W tym miejscu zaczyna się moja ulubiona część. Nie wszystko musi być wydrukowane.
Do zeszytu można wkleić:
- bilet
- fragment mapy
- metkę
- kawałek papieru pakowego
- zasuszony listek
- kartkę z hotelu
- pocztówkę
- wizytówkę
- etykietę
- fragment opakowania
- próbkę tkaniny
- kawałek wstążki
Takie rzeczy mają fakturę. Z czasem lekko się starzeją. Papier żółknie. Liść zmienia kolor. I właśnie to sprawia, że zeszyt staje się czymś, czego nie da się odtworzyć w aplikacji.
Nie kupuj całej pracowni plastycznej
To kolejna pułapka.
Widzimy piękne journalingi w internecie i nagle okazuje się, że potrzebujemy trzydziestu rolek washi tape, zestawu stempli, pięćdziesięciu markerów, specjalnych nożyczek, dziurkaczy, naklejek i papierów z Japonii.
Nie potrzebujemy.
Na początek wystarczy:
- zeszyt
- długopis
- nożyczki
- klej
- kilka wydruków
Naprawdę.
Jeżeli po kilku miesiącach okaże się, że pokochałyśmy tę formę, możemy dokupić inne rzeczy. Ale kreatywność bardzo łatwo pomylić z kupowaniem akcesoriów do kreatywności.
To nie jest to samo.
A co z charakterem pisma?
Nie musi być piękne. Nie tworzysz wystawy kaligrafii. Za dziesięć lat znacznie ciekawsze może być właśnie zobaczenie własnego pisma niż perfekcyjnego fontu wydrukowanego z komputera.
Jeżeli coś przekreślisz, zostaw. Jeżeli zabraknie miejsca, dopisz na marginesie. Jeżeli napiszesz krzywo, nic się nie wydarzy.
Zeszyt inspiracji ma wyglądać jak Twój zeszyt inspiracji, a nie reprodukcja strony z Pinteresta.
Zostaw kilka pustych miejsc
Nie każda strona musi zostać natychmiast zakończona. Możesz wkleić fotografię i zostawić obok pół strony pustej. Może za miesiąc pojawi się zdanie, które będzie do niej pasowało.
- Może kolor.
- Może bilet.
- Może nic.
Pusta przestrzeń też jest częścią kompozycji.
Data potrafi zmienić zwykły zapis we wspomnienie
To jeden szczegół, który bardzo polecam. Daty.
Nie przy każdej rzeczy, ale często. Zdanie zapisane dzisiaj jest tylko zdaniem. To samo zdanie przeczytane po sześciu latach z datą 5 października 2026 nagle staje się fragmentem naszej historii.
Widzimy, co wtedy nas interesowało. O czym myślałyśmy. Jakie kolory wybierałyśmy. Dokąd chciałyśmy pojechać. Co uważałyśmy za ważne. I wtedy zwykły notes zaczyna przypominać trochę kapsułę czasu.
Wracaj do niego
Największą wartością zeszytu inspiracji nie jest samo zbieranie. Jest nią powrót. Raz na kilka tygodni można usiąść z herbatą albo kawą i po prostu przekartkować wcześniejsze strony.
Bez celu.
Czasami zauważymy pomysł, którego wcześniej nie zrealizowałyśmy. Czasami coś już przestanie nas interesować. A czasami odkryjemy wzór, którego wcześniej nie widziałyśmy. W kilku miejscach zapisałyśmy podobne zdanie. Wciąż wybieramy ten sam kolor.
Fotografujemy podobne światło. Wracamy do określonego kraju. I właśnie wtedy zeszyt zaczyna opowiadać coś o nas samych.
Nie wszystko trzeba realizować
To również ważna zasada. Pomysł może pozostać pomysłem. Nie musimy zamieniać każdej inspiracji w projekt. Nie trzeba przeczytać wszystkich zapisanych książek. Odwiedzić wszystkich miejsc. Uszyć wszystkich rzeczy.
Czasami coś jest po prostu piękne i wystarczy, że przez chwilę pobudziło naszą wyobraźnię.
Zeszyt nie jest listą zaległości. Jest kolekcją.
Mój zeszyt nie musi wyglądać jak Twój
I właśnie dlatego pomysł bardzo mi się podoba. Jedna osoba stworzy niemal minimalistyczny notes z fotografiami i pojedynczymi zdaniami.
Druga będzie kleić wszystko, co znajdzie. Ktoś użyje kolorów. Ktoś będzie prowadził go prawie wyłącznie czarnym cienkopisem.
Jedna osoba wybierze elegancki szkicownik. Inna zwykły zeszyt za kilka złotych. Nie istnieje poprawna wersja.
Jeżeli chcesz do niego wracać, działa.
Zrób pierwszą stronę dzisiaj
Nie trzeba planować całego zeszytu. Weź notes. Otwórz pierwszą stronę. Znajdź jedną rzecz, którą ostatnio zapisałaś w telefonie.
- Może zdjęcie.
- Cytat.
- Screen.
- Kolor.
- Pomysł.
Przenieś go na papier. Dopisz datę.
I jedno zdanie:
„Dlaczego chcę to zapamiętać?”
To wystarczy. Reszta przyjdzie sama.
Po jakimś czasie zauważysz coś ciekawego
Zeszyt inspiracji zaczyna jako miejsce na rzeczy z zewnątrz.
- Zdjęcia.
- Kolory.
- Teksty.
Pomysły innych ludzi. Ale z czasem coraz więcej pojawia się w nim nas samych.
- Własne zdania.
- Własne fotografie.
- Własne pomysły.
- Szkice.
- Plany.
I właśnie wtedy przestaje być tylko zbiorem inspiracji. Zaczyna być archiwum naszego sposobu patrzenia na świat. Może właśnie dlatego warto prowadzić go bez presji, bez oceniania i bez potrzeby pokazywania innym. Nie po to, żeby stworzyć najpiękniejszy zeszyt.
Po to, żeby zachować trochę rzeczy, które normalnie zniknęłyby nam gdzieś po drodze.
Do pobrania
Karty do zeszytu inspiracji
Pobierz przygotowany zestaw kart My Grey Moon i wykorzystaj go w swoim zeszycie inspiracji. Możesz wybrać gotowy plik PDF do wydruku lub pobrać poszczególne strony w wysokiej jakości PNG.
Materiały możesz wydrukować na zwykłym papierze A4 lub na nieco grubszym papierze, jeśli chcesz wycinać poszczególne karty i wklejać je do swojego zeszytu inspiracji.