INNE

IRIS APFEL, NAJSTARSZA IKONA MODY

Jedna z najbardziej charyzmatycznych postaci w Nowym Jorku, najbardziej stylowa starsza pani na świecie, wyrafinowana estetka. Poznaj Iris Apfel, rocznik 1921.

Byłam prawdopodobnie pierwszą kobietą w dżinsach. Brzmi szalenie, takie też było.

Nosi trampki, które zresztą sama zaprojektowała. Ciemne dżinsy, bo “ma obsesję na punkcie denimu”. Trzy kilogramy bransoletek i naszyjników, jest w końcu posiadaczką najwspanialszej kolekcji biżuterii w całych Stanach Zjednoczonych. W sierpniu skończy 95 lat. Nigdy jej nie zależało, żeby wyglądać pięknie, chciała wyglądać wyjątkowo. Udało się – w 2005 r. jej wyjątkowa kolekcja ubrań i dodatków trafiła na wystawę w słynnym nowojorskim MET (Metropolitan Museum of Art), zatytułowaną znacząco “Rara Avis”, rzadki ptak.

Iris Apfel trudno zakwalifikować, można by powiedzieć, że jej zawód to… profesjonalna estetka. W świecie mody i designu robiła już wszystko: była projektantką wnętrz i tkanin, bizneswoman w branży tekstylnej, stylistką, konsultantką, kolekcjonerką sztuki użytkowej z całego świata. W wieku 90 lat zaczęła wykładać na uczelni i… występować w roli modelki. Trafiła na kilka ważnych okładek, reklamowała biżuterię, ubrania Kate Spade i kultowe kosmetyki MAC.

Jej życiorys mógłby posłużyć za punkt wyjścia kilkunastu scenariuszy. Legendarny dokumentalista Albert Maysles skoncentrował się na “tu i teraz”, tworząc szczery portret Apfel jako ikony współczesnego Nowego Jorku. Mayslesowi sławę przyniosły “Szare ogrody” z 1975 r., o ekscentrycznej ciotce Jackie O., i wcześniejszy hitowy dokument o Rolling Stones, “Gimme Shelter”. Reżyser nie mógł długo się cieszyć sukcesem “Iris”, swojego przedostatniego filmu. Zmarł w marcu 2015 r., na kilka miesięcy przed Carlem Apfelem. Mąż ikony stylu wspierał ją w życiu i biznesie przez 67 lat małżeństwa. Dokument o tej wyjątkowej parze podbił festiwale na całym świecie, ostatnio doczekał się polskiej premiery telewizyjnej.

Nie jesteś ładna i nigdy nie będziesz ładna. Ale to nieważne, masz coś znacznie lepszego, masz styl.

Iris urodziła się w Nowym Jorku jako Iris Barrel, córka szklarza i rosyjskiej Żydówki, właścicielki sklepiku z odzieżą. Matka nauczyła ją buszować na targach staroci i przywiązywać wagę do detali, ale ambitna jedynaczka sama wiedziała, co się dla niej liczy: piękno. Poszła na akademię sztuk pięknych, studiowała też historię sztuki na NYU. O początkach jej kariery w świecie mody wiemy stosunkowo mało. Wiadomo, że była asystentką ilustratora Roberta Goodmana, pracowała też w redakcji “Women’s Wear Daily”, branżowym magazynie założonym w 1910 r., wymiennie z “Vogue” nazywanym biblią mody. Pracowała też w luksusowym domu handlowym Loehmann’s i to tam po raz pierwszy usłyszała, że nie jest ładna, ale za to stylowa. Powtarzane później wielokrotnie słowa miały pochodzić od samej Friedy Loehmann, założycielki i szefowej interesu.

Dla jej kariery przełomowy był 1950 r., kiedy z poślubionym 2 lata wcześniej Carlem założyła własną firmę. Old World Weavers prowadzili aż do 1992 r. Specjalnością firmy była dekoracja wnętrz i sprzedaż wyjątkowych tekstyliów. Tkaniny, pomysły i setki zdjęć przywozili z podróży po całym świecie – z Turcji, Maroko, Indii, Chin… Iris i Carl byli nierozłączni w życiu i w pracy, znajomi opisywali ich jako najcieplejszą parę, jaką znają. Niektórzy dziennikarze nawet nazywali “Iris” filmem o miłości udającym film o modzie. Sama bohaterka mówiła o mężu z charakterystycznym dla siebie dystansem – chwaliła jego chłodne poczucie humoru i mistrzowsko tłumaczyła, czemu zdecydowała się na małżeństwo: “Pomyślałam, że jest fajny, lubi się przytulać i dobrze gotuje chińszczyznę, więc nie trafi mi się nic lepszego”.

Mieliśmy nie mówić o Białym Domu, są bardzo drażliwi

Legendy państwa Apfel nie byłoby, gdyby nie Biały Dom. Old World Weavers zrealizowało zlecenia dla dziewięciu prezydentów USA, począwszy od Harry’ego Trumana w 1950 r. Ostatnie prace nad wnętrzami Białego Domu Apfelowie wykonali za Clintona. Obowiązywała ich klauzula poufności, ale wiele lat później Iris i jej mężowi wymknęło się kilka plotek. “Mieliśmy trochę problemów z Jackie [Kennedy]” – z rozbrajającą szczerością mówi Carl Apfel w dokumencie Mayslesa. Para pracowała też dla MET, tej samej instytucji, która kilkadziesiąt lat później uczyniła z garderoby Iris sztukę.

Zlecenia dla administracji wprowadziły Iris Apfel na salony, ta miała jednak w nosie tradycyjne zasady etykiety. Na bankiecie w Białym Domu potrafiła pojawić się we francuskiej szacie liturgicznej z XIX wieku, wyszperanej na jakimś targu staroci. Zabytkowy ornat z ciężkiego aksamitu nosiła jako suknię, a swoje szaleństwo uzasadniała krótko i wdzięcznie: “Przecież w Białym Domu można zamarznąć na kość!”.

Nie mam żadnych zasad, bo każdą bym złamała

Spuścizna Iris Apfel to nie tylko imponująca kolekcja afrykańskich naszyjników i szat z Dalekiego Wchodu, to także zbiór uniwersalnych bon motów. Jak przystało na nowojorską Żydówkę, Apfel jest refleksyjna, wygadana, szybka w ripoście. Część jej przemyśleń ikony dotyczy oczywiście ubioru (“Modę można kupić, styl trzeba posiadać”, “Jeśli jesteś uczesana i nosisz dobre buty, wszystko ujdzie ci na sucho”), inne to spójna wizja kobiecości – niezależnej, odważnej, pewnej siebie. Iris twierdzi, że nie ubiera się, żeby jej się przyglądano, ubiera się dla siebie. Podkreśla: “Jeśli niczym się nie interesujesz, nie możesz być interesująca”. A przede wszystkim – oswaja starość.

Gdyby nie wystawa o Apfel w MET z 2005 r. i jej nagłośnione medialnie 90. urodziny (2011), nie obserwowalibyśmy w świecie mody wielkiej celebracji jesieni życia. To ona utorowała drogę do powrotu 84-letniej top modelki Carmen dell’Orefice, pośrednio dzięki niej 60-latki coraz częściej reklamują bikini, a w Polsce rozchwytywaną muzą projektantów stała się aktorka po 80-tce, Helena Norowicz. Później poszło już łatwo – dom mody Celine przygotował kampanię z Joan Didion, Joni Mitchell pozowała dla Saint Laurent, na łamach “Sports Illustrated” po raz pierwszy pojawiła się babcia dwójki wnucząt. Dla Iris Apfel starość nie jest powodem do wstydu, ona nie umie być niewidzialna. “Nie widzę nic złego w zmarszczkach, są jak odznaka odwagi – mawia najbardziej stylowa staruszka Nowego Jorku.

Pozdrawiam serdecznie

Inne z tej kategorii:

MY GREY MOON  nie jest i nie będzie blogiem zawierającym narzucone i wygodne informacje dla czyjegoś widzi mi się. Jest to miejsce, gdzie w oparciu o współczesną naukę, technikę, badania oraz  wiedzę i doświadczenie autorki rodzą się treści  indywidualne, czasami może niekomfortowe czy kontrowersyjne, wzbudzające złość, odrazę a nawet zazdrość.  Dla mnie ważne jest to,  czego doświadczyłam i co sprawdziłam i czym mogę się podzielić, by pomóc lub przynajmniej spróbować .  Inaczej nie będzie.  Uśmiech i zdrowie ludzi jest dla mnie największą nagrodą. -Iwona Sarnicka-

Dodaj komentarz, opinię, propozycję: